- Dominik Škoda
- 5431 poglądy
- 0 komentarze
W świecie kawy trudno o drugi rodzaj wywołujący tyle kontrowersji, co kawa cybetowa, znana pod egzotyczną nazwą kopi luwak. A wszystko – jak to bywa – zaczęło się przypadkiem…
Historia kawy z łaskuna
Kawa była cenną uprawą już w XVIII w., gdy wyspy jak Jawa czy Sumatra były koloniami holenderskimi. Rdzenni pracownicy plantacji mieli surowo zabronione zabieranie ziaren. Zauważyli jednak, że w odchodach niewielkiego drapieżnika – łaskuna (cibetki palmowej), żywiącego się owocami kawowca – pozostają niemal nienaruszone ziarna.
Zaczęli je zbierać, myć, prażyć – i pić kawę, za którą dzisiejsi koneserzy płacą zawrotne sumy. Właściciele plantacji kręcili nosem – do czasu, aż sami spróbowali. Narodził się…
Fenomen kopi luwak
Niestrawione ziarno przechodzi w jelitach łaskuna proces przypominający fermentację. Działają na nie enzymy trawienne, rozkładając białka na krótsze peptydy i aminokwasy. Konsumenta bardziej niż chemia interesuje efekt – w czym ta kawa jest inna/lepsza?
Fermentacja redukuje gorycz, dlatego napar powinien być bardzo aromatyczny i łagodny. Kusi, by spróbować? Po poniższych akapitach smak może jednak niespodziewanie „zgorzknieć”.
A co z łaskunami?
Dla żyjących dziko problemu by nie było – ktoś zbiera odchody w lesie. Naivnością byłoby jednak wierzyć, że dzisiejsza kopi luwak pochodzi wyłącznie z odchodów zwierząt wolno żyjących. W praktyce to chów w niewoli – klatki, często w złych warunkach.
Łaskuny są samotnikami i terytorialne – życie w klatkach, blisko innych osobników, jest dla nich nienaturalne i stresujące. Nierzadko karmione są jagodami kawowca na siłę. Smutna historia kawy, którą jej „unikatowość” wyniosła na piedestał, prawda?
Decyzję, czy potrafiłbyś pić taką kawę z czystym sumieniem, zostawiamy Tobie. Możemy za to polecić alternatywę o profilu smakowym kopi luwak.
Komentarze (0)